Poradnik zdrowotny „Co mam jeść?”

plakat_a3_ksiazka_co_mam_jescCO MAM JEŚĆ? cz. 1 zawiera 354 strony + 66 kolorowych ilustracji  autorstwa Natalii Świtko

CENA 68 zł (przy jednoczesnym zakupie innego produktu)

79 zł

DROGI CZYTELNIKU!

Od lat stykam się z osobami, którym pomagam w rozwiązywaniu problemów dietetycznych, kosmetycznych, energetycznych i zdrowotnych. Kiedy mówię o tym, czego nie powinni jeść, za każdym razem słyszę pytanie: TO CO MAM JEŚĆ? Niestety, jednym zdaniem nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Wiele razy słyszałam prośby i sugestie, by swą wiedzę oraz wieloletnie doświadczenie w tym temacie przelać na papier. Publikacja ta stanowi zbiór nie tylko moich doświadczeń, ale zawiera również wiedzę wielu naukowców i praktyków. Znajdziecie w niej sporo przepisów moich kochanych, nieżyjących już przodków, wiele moich własnych porad, a także informacji z wykładów, które wygłaszałam na spotkaniach, kursach, targach czy konferencjach poświęconych zdrowiu, kosmetologii i energii człowieka. Trudno w jednej publikacji przedstawić wszystkie znane mi receptury, zalecenia dla zachowania zdrowia i piękna. Dlatego ta książka stanowi początek serii poświęconych wyżej wymienionym tematom.

Przeczytaj i spójrz na swoje odżywianie w nieco inny, proponowany w tej książce sposób. Wówczas sam będziesz mógł odpowiedzieć na pytanie: CO MAM JEŚĆ? Mam nadzieję, że ta publikacja pozwoli Ci uczynić krok w kierunku uwolnienia umysłu z pęt obiegowych poglądów, pomoże poczuć Świat nieco inaczej, nauczy dobierać zdrowe pokarmy. Gdy jakiś temat będzie dla Ciebie zbyt ciężkostrawny, nie martw się – przeczytaj drugi raz i wszystko stanie się zrozumiałe. W czasach, w których coraz trudniej znaleźć naturalne produkty żywnościowe, musimy sporo zrozumieć i zmienić na lepsze, żeby ratować zdrowie (i życie) nie tylko przez wzgląd na nas samych, ale i na przyszłe pokolenia.

Spis treści (skrót)

1. KLASYFIKACJA PRODUKTÓW ŻYWNOŚCIOWYCH, 2. ZAGADKA, 3. INTUICYJNY SPOSÓB DOBORU POKARMÓW, 4. TWÓJ POSIŁEK – DZIESIĘĆ RAD, 5. CHODZENIE PO OSTRZU NOŻA, CZYLI RÓWNOWAGA, KWASOWO-ZASADOWA, 6. DZIESIĘĆ RAD OSZCZĘDZANIA WODY, ORAZ DBANIA O EKOLOGIĘ, 7. DLACZEGO TYJEMY?, 8. BAKTERIE A RADOŚĆ ŻYCIA, 9. JAK WYBIERAĆ OWOCE I WARZYWA?, 10. ARBUZ, 11. HURMA (KAKI, SHARON), 12. BAKALIE, 13. RADIACYJNA OBRÓBKA ŻYWNOŚCI, Skuteczny sposób zmniejszenia populacji ludzi, 14. TOKSYNY W PRODUKTACH ŻYWNOŚCIOWYCH, Kiełkująca trucizna, Moda na kiełki, Post orzechowy, 15. LEKTYNY, Czy kiełki są zdrowe? GMO, 16. TOKSYNY NA CO DZIEŃ, 17. WOLNE RODNIKI, 18. CZY LEN JEST POŻYTECZNY?, 19. TŁUSZCZE, 20. DOBÓR TŁUSZCZÓW DO ZDROWEJ DIETY, Jak dobierać zdrowe tłuszcze?, Czym smarować pieczywo?, Porady „tłuszczowe”, Jak ratować wątrobę?, Jak oczyszczać żywność?, 21. ROKITNIK, Roślina ratująca życie, Organiczne kosmetyki do włosów, 22. CHLEB NASZ POWSZEDNI, Czy chleb jest pożyteczny?, Drożdże a nasze zdrowie, 23. AKTYWACJA I OCZYSZCZANIE CHLEBA, Czy smażenie i pieczenie jest zdrowe?, Porady chlebowe, 24. KASZA A „SKRZYPIĄCE KOZAKI”, Natura dała nam ziarna, a człowiek…, Jak przyrządzić zdrową kaszę?, 25. RYŻ, Prawdziwy ryż, 26. MODNE OTRĘBY, Jak otręby wpływają na zdrowie?, 27. MIÓD, Niepożądane właściwości miodu, Jak szybko sprawdzić jakość miodu?, 28. JAJKA, Jakość i świeżość, Jak wybierać jajka w sklepie?, Najlepsze dla zdrowia są jajka, 29. KUCHENKA MIKROFALOWA, Szkodliwe promieniowanie pieca mikrofalowego, 30. KOFEINA A ZDROWIE, Uzależnienie, Serce, energia życiowa a kofeina, Leki, nowotwory a kofeina, Macierzyństwo, dzieci a kofeina, Kości, ból głowy a kofeina, 31. COLA, CZEKOLADA, Cola, Kakao, Dzieci – niewolnicy, 32. NAPOJE ENERGETYZUJĄCE, Czy energizery są źródłem energii?, Jak padnięta klacz, 33. SPIRALA SZCZĘŚCIA, 34. HERBATA CZY HERBATKA?, Rytuał picia herbaty, Herbata w torebkach, Wpływ nadmiaru fluoru na organizm, Fluor a pasta do zębów, 35. HERBATKI INSTYTUTU SWITKO, 36. OPAKOWANIA, Plastykowy ocean, Trucizna dla dzieci, PS, PP, PCV, 37. NACZYNIA W KUCHNI, Aluminiowa trucizna, 38. ENZYMY, Sposobem „ślepych kotków”, Enzymy a energia Wszechświata, Sztuczne enzymy, Zaczerpnij dodatkowy zapas energii, 39. „MARTWE” I „ŻYWE” POKARMY, CZYLI JAK PRZEDŁUŻYĆ ZYCIE, Rodzaje trawienia, 40. MLEKO, Pić, albo nie pić?, Niedobór czy nadmiar nabiału, 41. POZNAJ SIEBIE – A POZNASZ CAŁY ŚWIAT!, Nabiał a osteoporoza, Stosowanie dużych dawek pierwiastków, Stan psychoemocjonalny a osteoporoza, „Wymywanie” wapnia z systemu kostnego, Źródła witaminy D, 42. MIĘSO, Wady mięsa, Dodatki poubojowe do mięsa, Zabójczy dodatek do pasz, Rosół, 43. AGNI JOGA − PORADY ŻYWIENIOWE, 44. WOJNA MIĘSA Z MLEKIEM, 45. JAK UGOTOWAĆ „CZYSTY ROSÓŁ”, LUB „CZYSTE MIĘSO”?, Obróbka cieplna mięsa, Sposób oczyszczania, Mięsne zagrożenie życia konsumenta, Zagrożenie ze strony krwi, Choroba Kuru – „śmiejąca się śmierć”, 46. CZY PIRAMIDA ZDROWEGO ŻYWIENIA MA SENS?, 47. BEZZASADNOŚĆ ODŻYWIANIA SIĘ ZGODNIE Z GRUPĄ KRWI, Ile jest grup krwi?, 48. JAK PRAWIDŁOWO LICZYĆ KALORIE?, „Umiesz liczyć – licz na siebie”, 49. RYBY, Dlaczego wszyscy zachęcają do spożywania ryb?, Jak wybrać najlepsze z nich, Hodowlane czy niehodowlane ryby?, Alergia rybna?, 50. RADIACJA, CZYLI POLOWANIE NA WŁASNE ŻYCIE, Szkodliwe promieniowanie, Gdzie człowiek na co dzień spotyka się z radiacją?, Promieniowanie a zdrowie, Płodność a radiacja, Sposoby ochrony przed radiacją, 51. GNIEW ŻYWEJ ZIEMI, Ratunek dla naszej cywilizacji, 52. GLOBALIZACJA, 53. SWITKO INSTYTUT PIĘKNA ZDROWIA i ROZWOJU ŚWIADOMOŚCI, 54. SUPLEMENTY DIETY INSTYTUTU SWITKO, BALSAM TOPROPOL suplement diety, BALSAM HERKULES − ZK, Strzała energetyczna, suplement diety, BALSAM ROKICHOL suplement diety, WYCIAG ZŁOTY KORZEŃ (Rhodiola rosea), BALSAM ANTYSTRES SWIT suplement diety, PRZYPRAWA MIŁOŚCI, orzeźwiająca mieszanka ziołowa, OLEJ Z ROKITNIKA 190 SWIT (Oleum Hippophaё) suplement diety, 55. MUMIO W PŁYNIE SWIT – DAR NATURY, Uważaj na jakość MUMIO, 56. OCZYSZCZANIE STAWÓW (KOŚCI), Jadłospis: Wewnętrzne i zewnętrzne oczyszczanie, 57. OPINIE KLIENTÓW… i in.

Poradnik CO MAM JEŚĆ? cz. 2

zawiera 433 strony oraz 157 kolorowych ilustracji autorstwa Natalii Świtko

W części 2 książki CO MAM JEŚĆ? czytaj: przepisy na zdrowe desery, zdrowy chleb, placki, sałatki, zupy dietetyczne, kasze, potrawy duszone, napoje, ryby, przepisy piękności i in. Możesz poznać diety stosowane przy astmie, alergii, kamicy nerkowej, problemach żołądkowo-jelitowych oraz wątrobowych, przy zwyrodnieniach i zapaleniach stawów, chorobach kręgosłupa, cukrzycy, oraz przepisy, które można zastosować przy innych różnych schorzeniach: serca, nerek, prostaty, impotencji, braku energii…

oraz

bajki o oleju z rokitnika, chleb wg BIBLII, żywa woda, stres a rak, marihuana a padaczka, kokosowy tłuszcz a przerzuty, soda oczyszczona – czy to głupota czy intencja,  czy emulgator 913 (lanolina) jest witaminą D3, witamina D a bezpieczeństwo, żęby, migdałki, tarczyca, łuszczyca, piwo z stan hormonalny i in.

Polecam tę publikację wszystkim dbającym o zdrowie, ludziom starszym, młodym oraz przede wszystkim  młodym rodzicom.

Z wyrazami szacunku        Natalia Świtko

 

 

 

Fragment książki CO MAM JEŚĆ? cz.2

 MITY o WITAMINIE D

Czy emulgator E 913 jest witaminą D3 ?

Ostatnio, po pewnych publikacjach witamina D (ogólna nazwa) jest bardzo modna, a mianowicie D3 z LANOLINY jest sprzedawana na każdym „rogu”, przy tym reklamują, że rzekomo można ją stosować doustnie jako własną witaminę. Należy przypomnieć, że wyłącznie nasz organizm produkuje (jako hormon steroidowy z cholesterolu) tę witaminę D3 za pomocą gruczołów tarczycy, przytarczycy, nerek, wątroby, jelit, żołądka oraz katalizatora-słońca, i która znajduje się wyłącznie u nas w skórze w postaci opalenizny, zupełnie nie na włosach w postaci łoju.

Czy ten emulgator E 913 z owczej wełny – LANOLINA, która niby zawiera witaminę D3 (a raczej nią jest), czy on naprawdę jest identyczny z witaminą D3 wyprodukowaną przez nasz własny organizm? Czy owca jest człowiekiem? Czy ma identyczny łój na wełnie, jak my na włosach (chociaż to nie może dotyczyć witaminy D3)? Oczywiście, że – NIE!

W takim razie jak można w ogóle sprzedawać NATURALNĄ WITAMINĘ D3? To, czego w żadnej aptece Świata nie kupisz za żadne pieniądze – no, chyba wydobyte spod skóry nieboszczyków i tylko z homo sapiens. O tym się już milczy. Lecz dlaczego się sprzedaje?

5 000 000 zł za 1 kg witaminy D3

Tak naprawdę sprzedaje się witaminę D2 (z drożdży) lub emulgator E 913 (lanolinę), oczywiście pod nazwą witaminy D3. Taka „podróba” kosztuje 30 zł za 60 kapsułek.

Policzmy, ile kosztuje taki KIT pod nazwą „witamina D”: wiedząc, że 1 kapsułka = 100 µg, w sumie za opakowane 0,006g płaci się 30 zł, to znaczy, że 1 kg takiej obcej dla organizmu witaminy D3 z LANOLINY, kosztuje 5 000 000 zł.

Z kolei lanolina powstaje podczas czyszczenia wełny owczej i stosowana jest głównie: w kosmetykach jako emulgator (kremy, maseczki, płyny do włosów, szminki); w przemyśle spożywczym – jako wosk do smarowania form i patelni; jako warstwa ochronna dla jaj, warzyw i owoców; jako impregnacja do opakowań podczas pakowania warzyw i owoców oraz w produkcji gumy do żucia; w farmacji – jako środek przeczyszczający (w dużych dawkach, ponieważ nie jest „dobrze” trawiony przez organizm i od razu jest wydalany powodując biegunkę); w przemyśle chemicznym i in. Lanolina kosztuje 20, 30, 56 zł za 1 kg.

Porównajmy 5 000 000 zł a śr. 30 zł za 1 kg. I wszystko jasne. Można dalej sprzedawać.

Witamina D a bezpieczeństwo

Wszędzie piszą wyłącznie o dobrodziejstwach witaminy D. Masowo sprzedaje się (wiemy już dlaczego) jednak witaminę D2 (ergokalcyferol), która jest tania i pochodzi z syntetycznych preparatów witaminowych (powstaje w organizmach roślinnych, grzybach, drożdżach). Reklama krzyczy o tym, że musimy pić, pić i pić tę witaminę, im więcej tym lepiej. A czy to jest prawda? Dlatego pozwoliłam sobie przypomnieć o bezpieczeństwie witaminy D.

Lobbyści koncernów farmaceutycznych wciskają nam KIT o tym, że mamy za mało słońca w Polsce, dlatego powinniśmy połykać nie tyko w zimie, lecz cały rok syntetyczną witaminę D. Przypominam, że naturalną witaminę D3 człowiek produkuje wyłącznie sam za pomocą cholesterolu, wątroby, nerek, jelit, tarczycy i przytarczycy pod wpływem katalizatora – słońca. Czy naprawdę niezbędne jest stosować dodatkowo witaminę D oprócz własnej D3 (cholekalcyferol), która jest syntetyzowana wyłącznie w naszym organizmie w okresie letnim do wykorzystania w zimie?

Zobaczmy, gdzie mieszkamy

Wśród czynników, które oddziałują na klimat Polski zaliczamy: wpływ Morza Bałtyckiego, położenie w strefie umiarkowanych szerokości geograficznych, rodzaj podłoża, działalność człowieka i in.

Nas interesuje najważniejszy położenie w strefie umiarkowanych szerokości geograficznych, ponieważ szerokość geograficzna obliguje w znaczny sposób ilość promieni słonecznych docierających do Ziemi i czas naświetlania, a to kształtuje rozkład temperatury i ciśnienia atmosferycznego Polski. Średnia roczna temperatura powietrza atmosferycznego dla Polski wynosi 7,8 °C.

To znaczy, że mieszkamy w najlepszym miejscu na Ziemi (nie za zimno i nie za gorąco).

Tysiące lat człowiek mieszka w strefie umiarkowanych szerokości geograficznych (między zwrotnikami a kołami podbiegunowymi) i organizm człowieka przez ten czas nauczył się akumulować witaminę D3 (wyprodukowaną przez siebie) w lecie oraz korzystać z niej w zimie, a więc gromadzić ją w organizmie.

Witamina D jest rozpuszczalna w tłuszczach – ułatwia to jej magazynowanie. Wystarczy dziesięć minut słonecznej kąpieli codziennie w czasie letnich miesięcy, aby zapewnić odpowiedni zapas tej witaminy na cały rok. Dlatego stosowanie dodatkowe (przedawkowanie) witaminy D, przy tym syntetycznej (D2), może powodować poważny problem – hiperwitaminozę.

Objawy hiperwitaminozy

Ponieważ witamina D zwiększa zawartość wapnia we krwi, nadmierne jej spożywanie może doprowadzić do podwyższonego stężenia wapnia (zwyrodnienia, problemy kostne). Zatem wapń może przeniknąć przez ściany naczyń i spowodować tworzenie się blaszek miażdżycowych. Sole Ca odkładają się w nerkach (kamica), naczyniach krwionośnych serca, jelit, płuc, co prowadzi do znacznych wad tych organów. Proces ten może być przyspieszony przez niedobór magnezu w organizmie.

Dodam, że prawdziwe MUMIO zawiera wszystkie niezbędne związki dla naszego organizmu, ale ciekawe, że mikro- oraz makroelementy w mumio znajdują się w takich samych proporcjach, jakie istnieją w zdrowych organach, np. kościach (stosunek Ca : P : K : Mg w mumio = stosunkowi Ca : P : K : Mg w kościach).

Przy hiperwitaminozie następuje:

Osłabienie, senność, gorączka, drgawki, duszności, wymioty, utrata apetytu, nudności, pragnienie, wielomocz, zaparcia lub biegunka, ostre bóle stawów i mięśni, ból oczu, zawroty i bóle głowy, podwyższone ciśnienie krwi, powolna akcja serca, zwiększona synteza mukopolisacharydów w tkance miękkiej (naczynia, zastawki serca), anemia, osteoporoza, bóle szczęk, demineralizacja kości, zwapnienie, spadek masy ciała, opóźnienie w rozwoju dziecka, nadmierne pocenie się, kaszel, kamienie w nerkach i pęcherzu żółciowym i in.

Preparaty witaminy D nie są wskazane przy:

  • Hiperkalcemii

  • Gruźlicy płuc (forma aktywna)

  • Wrzodach żołądka i dwunastnicy

  • Ostrym i przewlekłym zapaleniu wątroby i nerek

  • Nowotworach

  • Organicznych chorobach serca

Mit o ustaleniu poziomu normy witaminy D

Polecam uważnie czytać każdą ulotkę

Na przykład, lek Kalcytr… jest syntetycznym lekiem. Wziąwszy pod uwagę plusy i minusy przy stosowaniu tego leku (4:27), skutków ubocznych można naliczyć prawie o 7 razy więcej, niż pożytku, cytuję:

Wskazania: Leczenie niedoboru wapnia, szczególnie u pacjentów dializowanych, osteomalacji niewrażliwej na witamiD3, różnych postaci niedoczynności przytarczyc i krzywicy.

Możliwe skutki uboczne: osłabienie, ból głowy, bezsenność, mdłości, wymioty, suchość błony śluzowej jamy ustnej, zaparcie, bóle mięśni, bóle kostne, metaliczny smak w ustach, wielomocz, wzmożone pragnienie, anoreksja i utrata masy ciała, nocne oddawanie moczu, zapalenie spojówek, zapalenie trzustki, światłowstręt, wodnisty wyciek z nosa, świąd, wzrost temperatury ciała, osłabienie libido, wzrost poziomu cholesterolu, zwapnienia tkanek, kamica nerkowa, zwiększone ciśnienie krwi.

Dawkowanie: Doustnie. Dawkę i częstotliwość przyjmowania leku ustala lekarz. (!)

I tu zaczyna się problem z dawkowaniem!

Ulotka każdego leku powinna zawierać również dawkowanie. Dlaczego właśnie w tym przypadku sposobu dawkowania witaminy D nie wykazano i dlaczego producent całą odpowiedzialność zdejmuje z siebie i zrzuca na lekarza? (Dawkę ustala lekarz).

Przecież lekarz też tego nie wie i zrzuca badanie poziomu witaminy D na laboratorium. A laboratorium odpowiada (czytaj niżej): nikt nie wie jaka dawka witaminy D jest poprawna w konkretnym organizmie, i tuż obok: ale musisz ją (witaminę D) zażywać przy…

Wiadomo, że PRODUCENT chce mieć popyt i zyski. W tym celu wmawia się konsumentowi, że w związku z brakiem słońca oraz niskim poziomem witaminy D we krwi, musisz kupować różne witaminy pod nazwą D i zażywać cały czas.

Przed „otworzeniem Polski” poprzez lobbystów koncernów farmaceutycznych i przed wprowadzeniem do kraju różnych syntetycznych preparatów (witaminę C, K2 MK-7, D3 i in.) nie było badań masowych poziomu witaminy D. Lecz dla oceny stanu zaopatrzenia organizmu w tę witaminę, w ciągu ostatnich 2-3 lat badanie witaminy D we krwi stało się bardzo modne.

Co i komu daje badanie poziomu witaminy D?

Badanie polega na pomiarze stężenia dwóch różnych form prowitaminy D występujących w osoczu krwi:

25-hydroksywitaminy D [25(OH)D] – to nieaktywny biologicznie hormon oraz

1,25-dihydroksywitaminy D [1,25(OH)(2)D] – to aktywny hormon.

Ponieważ, aktywny 1,25(OH)(2)D kalcytriol i nieaktywny hormon 25(OH)D – kalcydiol, znajdujące się w naszym organizmie, ale (uwaga):

  • mają różne okresy półtrwania, 25(OH)D – od 14 dni; 1,25(OH)(2)D do 7 godzin;

  • inaczej reagują na czynniki zewnętrzne (UV, suplementacja, pożywienie, podaż Ca,);

  • mają różne reakcje czynników wewnętrznych (hormony tarczycy, PTH, kortyzol, estradiol i in,);

Dlatego:

1) nie ma identycznych warunków badania;

2) nie ma dwóch jednakowych form prowitaminy D, badają dwie różne formy, mające niejednakowe okresy półtrwania, inne reakcje czynników zewnętrznych i wewnętrznych, tzn. absolutnie różne substancje (jak np. kot i księżyc, wspólna tylko „K”);

3) nie ma ściśle określonych parametrów (NORM) poziomu witaminy D we krwi;

4) różne laboratoria (różne kraje) nie mają identycznych metod badawczych dla określenia poziomu witaminy D.

A jednak laboratoria badawcze z chęcią podtrzymują ten trend. Kto odmówi zarobienia pieniędzy? Badają krew pacjentowi, ale tylko po to, żeby „ocenić” ile on powinien kupić i zażyć witaminy D.

Przy tym laboratoria przyznają się „bez bicia”, że rezultaty badań witaminy D we krwi o niczym nie świadczą (!).

Czy to jest możliwe? Bada się krew (nie za darmo), a rezultaty badań o niczym nie świadczą? Jak się okazuje, owszem.

Cytuję Lab Tests Online:

Co oznacza wynik? UWAGA: Dla tego oznaczenia nie ustalono standardowych zakresów referencyjnych. Ze względu na to, że wartości referencyjne zależą od wielu czynników takich jak: wiek, płeć, badana populacja, metoda oznaczenia, wyniki przedstawione jako wartości liczbowe mają różne znaczenie w różnych laboratoriach… Ze względu na różnice metodyczne oznaczania witaminy D, dotychczas nie ustalono powszechnie obowiązującego zakresu referencyjnegoAktualnie nie ma ogólnoświatowej zgody co do wartości oznaczających niedobór witaminy D.

Podsumowanie

  1. Nie mamy w Polsce takiego braku słońca, jak nam wmawiają, aby dodatkowo kupować i połykać witaminę D.

  2. Organizm akumuluje własną naturalną witaminę D3, gromadząc ją w lecie, i korzystając z niej w zimowym okresie. Trwające wiele tysięcy lat istnienie człowieka (bez kupowania syntetycznych witamin D2 i D3) w strefie umiarkowanych szerokości geograficznych potwierdza ten fakt.

  3. Stosowanie dodatkowe (przedawkowanie) witaminy D, powoduje powstanie poważnych problemów zdrowotnych.

  4. Nie jest możliwe sprawdzenie i ustalenie poziomu NORMY witaminy D (oraz innych witamin) w żywym i znajdującym się w różnorodnych warunkach oraz wciąż zmieniającym się wewnątrz unikalnym organizmie człowieka, identycznie, jak nie jest możliwe złapanie i przytrzymanie Latającego Holendra.

  5. Rozwijaj własną Świadomość i nikt nie będzie w stanie wcisnąć Ci żadnego kolejnego KITU.

 

 

 

Fragment książki CO MAM JEŚĆ? cz.2

DMSO

DMSO – dimetylosulfotlenek

Nie mogę nie wspomnieć o rekomendacji tego samego autora, która dotyczy stosowania DMSO w chorobach nowotworowych i nie tylko. DMSO – dimetylosulfotlenek, substancja chemiczna z formułą (CH3)2SO. Po raz pierwszy został zsyntetyzowany w 1866 roku przez rosyjskiego chemika Aleksandra Zajcewa. DMSO jest produktem ubocznym przemysłu celulozowo-papierniczego. W Rosji roczna produkcja DMSO mierzona jest w dziesiątkach tysięcy ton, środek jest bardzo tani (100 ml 99,9 % DMSO) w Rosji, kosztuje w aptekach 36-43 ruble (wg dzisiejszego kursu 0,5-0,7 dolara).

Stosowanie DMSO

Stosowany jest jako rozpuszczalnik, wykorzystuje się go w produkcji mikroelektroniki, jako środek do usuwania plam z atramentu, do usuwania „super-kleju” oraz pianki montażowej, jako środek leczniczy, ze względu na właściwości przeciwzapalne, ale w roztworze wodnym od 5 % do 50 % i wyłącznie do stosowania zewnętrznego!

Bezpieczeństwo DMSO

DMSO podrażnia skórę w stanie nierozcieńczonym wodą. DMSO łatwo przenika przez nieuszkodzoną skórę, dlatego związki toksyczne rozpuszczone w DMSO mogą prowadzić do zatrucia. Na przykład, po dodaniu tylko 10 % DMSO do Iperytu (substancja parząca i trująca) podwaja się głębokość uszkodzenia skóry, dlatego DMSO uważany jest za składnik broni chemicznej (chemiczny środek bojowy VX). Tylko Rosja i Stany Zjednoczone ujawniają, że mają zapasy tych trujących gazów, (oznakowanie wojskowe w USA – trzy zielone pierścienie z napisem VX, w Rosji – VR). Tak więc jedna kropla substancji VX zmieszana z 10 % DMSO (to znaczy mniejsza dawka VX) powoduje śmierć zwierząt doświadczalnych dwa razy szybciej, niż ta sama dawka czystej trucizny VX.

Przeciwwskazania DMSO

DMSO jako środek leczniczy (jako nośnik) ma dużo przeciwwskazań: na skórę twarzy oraz na inne wrażliwe części ciała, można stosować tylko 5 %, 10 %, 20 %, 30 % roztwór wodny. Nie wolno go stosować przy: chorobach nerek, wątroby, dusznicy bolesnej (angina pectoris) i innych chorobach serca, Atherosclerosi(miażdżyca tętnic), zaćma, jaskra, wylew do mózgu, zawał, ciąża, koma spiączka), karmienie piersią, dzieci do 12 lat.

Jak opisuje autor znanej publikacji, w Polsce DMSO sprzedaje się w sklepach jako odczynnik chemiczny w stężeniu 99,5 %, i tuż niżej: “DMSO jest chyba najlepszym środkiem naturalnym, który z niespotykaną łatwością przenika przez skórę”. Nonsens.

Proponuje go pić na własnym przykładzie (stosuję to od lat”), nakładać na rany oparzeniowe (!), wlewać do uszu roztwór w stężeniu 90 %, a nawet do oczu roztwór w 40 % stężeniu. Sam autor deklaruje, że zakrapiał do oczu, jak wyliczono 66,6 % roztwór i jak opisuje dalej w rezultacie: „uczucie pieczenia zwiększa się z ilością DMSO, to jest efekt spektakularny”. Czyżby ktoś po tej kuracji pozbył się okularów? (w ulotce napisano – przeciwwskazania: skóra twarzy oraz inne wrażliwe części ciała, zaćma, jaskra[!]).

Proponuje nawet stosować go jako środek chemioterapeutyczny przy nowotworach oraz do mózgu jako środek ratujący życie (!): „natychmiastowe podanie DMSO dożylnie w przypadku uszkodzenia mózgu może uratować życie”. Oczywiście, autor nie czytał ulotki w języku rosyjskim, w której podano przeciwwskazanie: wylew do mózgu, zawał…

Szokująca propozycja

Szokująca jest propozycja „uzdrowiciela” podania DMSO dożylne bez żadnego rozcieńczenia wodą przy nowotworach (!).

Po sprawdzeniu w oryginale prac rosyjskich naukowców z 1985 r., na które powołuje się autor, okazało się, że DMSO nie podawano dożylne (jak deklaruje autor), lecz tylko 2 % roztwór był zmieszany z substancją, którą przy badaniu radiologicznym wprowadzono do jelita grubego, jako wlew kontrastowy. To oczywiście pozwala lepiej rozpoznać granice guza, lecz nie wyleczyć chorego na raka.

Myślę, że nikt by nie wytrzymał proponowanego przez autora wlewu dożylnego (4g x 70 kg = 280 g) prawie z trzech butelek DMSO w 99,9 % stężeniu z dodatkiem 25 g witaminy C (oczywiście w postaci chemicznej jako askorbinian sodu) i witaminą B17. I to, jak stwierdza autor, bez żadnych skutków ubocznych?

Moim zdaniem, to jest instrukcja dla popełnienia samobójstwaNie wiem co zrobią z autorem ludzie, którzy przeżyją tę próbę.

Na fotografii jasno widać, jak reaguje skóra na 30 % stężenie (palec) i 55 % stężenie DMSO (klatka piersiowa) w postaci okładu (10 min). Powtarzam, DMSO jest przeznaczony wyłącznie do stosowania zewnętrznego jako roztwór wodny w stężeniu od 5 % do 50 %.

Powstaje pytanie: dlaczego ten produkt nagle stał się popularny po znanych publikacjach? W internecie można go kupić niemal jako Panaceum na różne choroby. Odpowiedź kryje się w cenie. Za 100 ml DMSO w Polsce trzeba zapłacić 306,45 zł; za 250 ml – 585 zł. Przypominam, że 100 ml w Rosji kosztuje ok 0,5-0,7 USD, tj. 1,7 zł; W Polsce sprzedaje się 180 razy drożej! I wszystko jasne.

Moja rada: Umiesz liczyć? – sporo czytaj i licz na własną wiedzę!

 

 

Fragment książki CO MAM JEŚĆ? cz.2

„BAJKI O OLEJU Z ROKITNIKA” 

Niżej podaję „bajki” nieuczciwych sprzedawców i analfabetów o oleju z rokitnika, w które możesz nie wierzyć, ale śmiać się – owszem:

  • Omega 7 można spotkać wyłącznie w oleju z rokitnika (bez komentarza!);

 

  • Omega 7 to jest wynalazek amerykańskich naukowców 2008 r (bez komentarza!);

 

  • Omega 7, który jest nieobecny w oleju z nasion rokitnika (szokująca nowina!);

 

  • Niepoprawne nazwy i liczbowe określenia zawartości kwasów – (to świadczy o poziomie wiedzy sprzedającego, a także i o jakości oleju z rokitnika);

 

  • Absurdalne informacje reklamowe, czytamy np. na etykiecie „Omega -7 + olej z Rokitnika”.

 

  • Olej z owoców rokitnika (przy produkcji oleju nie stosuje się innych części rośliny, niż owoce, wskazuje to na brak wiedzy);

 

  • Olej z owoców rokitnika wspomaga walkę z nużeńcem ludzkim, pasożytem, który bytuje w torebkach włosowych i gruczołach łojowych, powodując stany zapalne skóry (nużeniec z przyjemnością odżywia się właśnie łojem i olejami; zabić go można (z naturalnych środków) wyłącznie prawdziwym skoncentrowanym MUMIO oraz balsamem VITA-S lub RA na bazie MUMIO INSTYTUTU SWITKO);

 

  • Olej z owoców rokitnika jest olejem naturalnym, nierafinowanym, pozyskanym w wyniku tłoczenia na zimno (nie istnieje olej z rokitnika nienaturalny – syntetyczny, nie istnieje olej z rokitnika nierafinowany – rafinowany oraz tłoczony na zimno, taki opis mówi o totalnym braku wiedzy na temat produkcji oleju; warto dodać, że istnieje ok. 15 metod pozyskiwania oleju z rokitnika);

 

  • Olej nie jest polecany do stosowania bezpośrednio na skórę bez rozcieńczenia (odwrotnie, wyłącznie skoncentrowany olej z rokitnika zawierający karotenoidów więcej, niż 190 mg/% jest gojącym, którego nie wolno właśnie rozcieńczać, jak np. mocny kwas czy ocet…);

 

  • W celu przedłużenia jego trwałości i świeżości olej z owoców rokitnika został wzbogacony kompleksem witaminy E (prawdziwy olej z rokitnika nie potrzebuje wzbogacenia witaminą E, ten fakt wskazuje na bardzo niską jakość oleju oraz na brak wiedzy: po pierwsze – o metodach utrwalania oleju, po drugie – o rokitniku, jako roślinie zawierającej największe ilości witaminy E (do 50 mg/%) wśród wszystkich roślin owocowo-jagodowych);

 

  • Spożyć do 3 miesięcy od otwarcia – (nie jest to kosmetyk w dodatku bez konserwantów o czym informuje napis do 3 miesięcy; data ważności suplementu oraz oleju powinna być dokładnie zaznaczona na opakowaniu);

 

  • Suplement diety Olej z Owoców Rokitnika nie jest wskazany dla kobiet w ciąży i matek karmiących (to wskazuje na bardzo niski poziom jakości oleju, ponieważ prawdziwy olej z rokitnika polecany jest właśnie dla kobiet w ciąży i matek karmiących);

 

  • Olejek z rokitnika zawiera cenne nienasycone kwasy tłuszczowe – linolowy, linolenowy, oleinowy i palimitynowy (?) (może tu chodzi o palmitynowy, ponieważ, kwas palmitynowy to jest organiczny związek chemiczny ale z grupy nasyconych kwasów tłuszczowych; a może producent miał na uwadze modny składnik Omega 7, lecz to jest kwas palmitoleinowy i należy do grupy jednonienasyconych kwasów tłuszczowych. Błędne informacje oraz niska cena oleju wskazuje na niską jakość tego produktu);

 

  • Produkt może się nieznacznie różnić kolorem i smakiem w zależności od partii (to znaczy, że każda partia nie jest wyrobem odpowiadającym NORMIE, przy tym w ogóle nie jest zaznaczona na opakowaniu zawartość karotenoidów, a to znaczy, że olej jest bardzo niskiej jakości);

 

  • Wartość odżywcza: Karotenoidy w tym: 210 mg; beta karoten 40 mg (wskazuje to na brak wiedzy na temat karotenoidów i sposobu określenia ich w produkcie, ponieważ nie wiadomo czego dotyczy 210 mg oraz o jakiej pojemności mowa (40 mg w 100 ml oleju, w 50 ml, czy w 1000 ml?). Wiemy, że w rokitniku znajduje się do 40 różnych rodzajów karotenoidów, ale tylko zawartość beta-karotenu określa jakość danego oleju, ponieważ tylko beta-karoten (β-karoten) ma aktywność A prowitaminową. Wg NORM Farmakopei zawartość karotenoidów powinna być nie mniejsza, niż 190 mg/%, dlatego rzucone liczby 210 mg i 40 mg wskazują na brak pojęcia tematu, na bardzo niską jakość produktu;

 

  • Wszystkie oferowane produkty są świeże, o ile nie napisano inaczej w ofercie (a jeżeli napisano inaczej, to znaczy, że zepsute?);

 

  • Na życzenie podajemy dokładny termin przydatności e-mailowo lub telefonicznie – (bez komentarza!);

 

  • Jeden z najcenniejszych olejów roślinnych, olej z rokitnika za sprawą bardzo dużej zawartości beta-karotenu ma intensywny, pomarańczowy kolor, który może barwić skórę. Dlatego zalecamy stosowanie oleju z rokitnika w rozcieńczonej formie. Cena 16 zł (rozcieńczają olej żeby nie barwiło (!) i przy tym w ogóle nie podają zawartości karotenoidów. Po co, bo w tym oleju ich nie ma. Olej z rokitnika najwyższej jakości powinien być ciemnego koloru, o czym świadczy zawartość karotenoidów większa, niż 190 mg/%, oraz np. dostarczony z SYBERII, nie może być tani. Podejrzanie niska cena produktu świadczy o tym, że olej z rokitnika nie jest oryginalny, lecz jest naprawdę bardzo mocno rozcieńczony, to znaczy jest niewartościowy);

 

  • 100% czysty olej z owoców rokitnika tłoczony na zimno – (przy tym nie podana zawartość karotenoidów, na opakowaniu lub w ulotce powinna być wyszczególniona zawartość karotenoidów, jej brak świadczy o zamaskowaniu niskiej jakości oleju. Nie wiadomo, co tak naprawdę znaczy 100 % czysty? A czy bywa brudny?);

 

  • Jasny kolor oleju z rokitnika z oznaczeniem na opakowaniu jak w perfumach (jeżeli ciemny kolor oleju świadczy o wysokiej zawartości karotenoidów oraz najwyższej jakości, to o czym świadczy jasny kolor? Wiadomo! Po drugie – olej z rokitnika nie należy do perfumerii – nie posiada żadnego mocnego [eterycznego] zapachu);

 

  • Olej z rokitnika ożywia zmysły i głęboko nawilża skórę (o zmysłach można polemizować, lecz, po pierwsze: oleje nigdy nie nawilżają skóry, ponieważ nie zawierają wody, chyba syntetyczne i mineralne oleje, które jako leżąca na skórze guma nie przepuszcza na zewnątrz wilgoci, którą wydziela sama skóra. Po drugie: skóra nie może być w ogóle głęboko nawilżona, ponieważ absolutnie nie przepuszcza wody).

NIE DAJ SIĘ OSZUKAĆ!

UWAŻNIE CZYTAJ I ANALIZUJ!